Stylizacja na chorego [TEKST]


okulary promujące wystawę "Crazy" stworzoną przez centrum nauki Heureka z Finlandii.

Czasem przejadę się tramwajem. Na trasie 15, 35 patrzę na starych (trasa koło przychodni), kurczowo przyklejonych do drążków i poręczy, żeby nie upaść przy gwałtownym hamowaniu motorniczego (bo złamanie w tym wieku to tragedia). I patrzę na młodych i silnych (bo ta trasa też koło Politechniki przechodzi), którym się tak dobrze, wygodnie siedzi. I myślę sobie wtedy: „A gdyby tak sami mogli poczuć, jak to jest: być chorym i starym?”

Wejść w skórę chorego – znam kilka interwencji społecznych, które mają uświadomić zdrowym osobom, jak to jest być chorym i wpłynąć na ich zmianę postaw, lub choćby przekonań. Dotąd uważałam, że takie akcje są bardzo potrzebne. Jednak ostatnio wpadło mi w ręce kilka badań, dzięki którym mogę powiedzieć: żadna ze znanych mi interwencji nie jest skuteczna.

Przebierz się za chorego


Wiem, że jest to dziwne zdjęcie. Rozłożony na stole któryś  numer National Geographic. Zrobił na mnie wrżenie ten projekt artystyczny - zwykłe mieszkanko rosyjskie, ludzie z głowani zwierząt. 
Jeśli owiniesz ręce kilka razy tekturą falistą, do nóg przymocujesz ciężkie woreczki wypełnione piaskiem, takie których się używa czasem na gimnastyce, wiesz, możesz też położyć jeden większy woreczek na kark, a na oczy założysz papierowe gogle, które sprawią, że twoje pole widzenia będzie zawężone do tego co przed tobą (musisz je najpierw samodzielnie wykonać) i założysz rękawice robocze (kup je w sklepie dla majsterkowiczów, te żółte) – i jeśli w tym przebraniu spróbujesz zrobić kilka kroków, najlepiej po schodach, albo może odważysz się wyjść na świat i zrobić zakupy w prawdziwym sklepie – jest szansa, że poczujesz się jak prawdziwy senior.

Widziałam dwa warsztaty (jeden dla młodzieży, drugi dla nauczycieli), na których prowadzący wykorzystali taki właśnie sposób, by przygotować ludzi zdrowych i silnych do projektowania usług dla ludzi niedołężnych, przyciążonych własnym ciałem. Pomysł jest taki: seniorzy inaczej korzystają ze świata, niż my (zdrowi, silni, młodzi – akurat nie mówię o sobie). Miewają artretyzm (mniej sprawnie posługują się przedmiotami), nadciśnienie, kłopoty z sercem (zadyszka, szybkie męczenie się przy wchodzeniu po schodach), tracą sprężystość mięśni, czasem zyskują kilogramy (poczucie ciężaru własnego ciała). To wszystko musi uwzględnić projektant usług albo przedmiotów, które mają służyć seniorom. A zatem sam musi najpierw poznać specyfikę bycia seniorem. Ponieważ fakty nie przemawiają do wyobraźni, trzeba sprawić, żeby sam poczuł się – choćby przez chwilę – jak senior.

Jeśli takie przebieranki mają służyć poszerzeniu wyobraźni projektantów, może warto stosować je częściej. W końcu za chwilę będziemy żyli w świecie ludzi starych i chorych, trzeba go więc będzie zaprojektować na nowo.

Ale czy przy okazji możemy tym sposobem budować coś więcej: prawdziwe zrozumienie kondycji chorego i starego? Niektórzy myślą, że tak. Na świecie w ten sposób uczy się empatii. Zatkać uszy zatyczkami, by poczuć się jak głuchy. Usiąść na wózku i spróbować pokonać jakąś naturalną przeszkodę. Zasłonić oczy, by wcielić się w niewidomego. Pamiętacie Niewidzialną wystawę?  To było (chyba?) mieszkanie, ale całkowicie wyciemnione. Widzący tracili wzrok. Musieli chodzić po nim na czworakach, żeby nie potykać się o progi i nie nadziewać na krany. Niezwykłe przeżycie.

No właśnie, ale czy te doświadczenia mają sens? Nie. W każdym razie, nie w tym zakresie, w jakim miały budzić prawdziwe zrozumienie. Bo niestety chorym nie można być przez godzinę. Badania, które zrobiła prof. psychologii Michelle Nario-Redmond pokazują, że takie „symulacje bycia chorym” prowadzą do większego odczuwania strachu i litości wobec chorych. Zamiast zmniejszać bariery – wznoszą je. Strach nie pomaga w nawiązywaniu relacji, litość – każdy chory Wam to powie – jest właśnie tym, czego NIE chcemy. Wygląda na to, że takie przebieranie się za chorych przynosi więcej szkody niż pożytku.


Ale dlaczego tak się dzieje? Jeśli nagle przestaniesz widzieć – co robisz? Panikujesz? Jesteś bezradny? Bierny? Chodzisz na czworakach? No właśnie. Widzieliście kiedyś niewidomych ludzi chodzących na czworakach? Bo ja nie. Wyglądają, jakby całkiem dobrze orientowali się w przestrzeni. Niektórzy z nich rozpracowali nawet tzw. „kląskanie” – wysyłają dźwięk w przestrzeń i przez wychwycenie jego odbicie „słyszą” jak ukształtowany jest teren. Nie mogę sobie nawet tego wyobrazić.

Nie mam tych super mocy. Albo raczej nie miałam szansy ich rozwinąć. Chorzy i niepełnosprawni jednak rozwijają swoje super moce. Ale to wymaga cholernie dużo czasu. Jeśli rodzisz się z niewidzącymi oczami – masz czas. Jest szansa, że rozwiniesz dodatkowe umiejętności, które ułatwią ci życie. Zyskasz nową sprawność. A ile masz czasu na przebranie się za chorego? Ile czasu trwa oprowadzanie po Niewidzialnej wystawie? Godzinę? 

No to za mało. W tym czasie mogę nabyć tylko litości.

Choć akurat Niewidzialna wystawa miała coś jeszcze: oprowadzali po niej niewidomi animatorzy. I, trzeba przyznać, mieli niezły ubaw, słysząc jak nieporadnie poruszamy się w ich świecie. I tylko dzięki temu Niewidzialna była świetna – bo nie litość budziła, a coś w rodzaju poczucia pokrewieństwa.

To braterstwo w śmiechu i nabijaniu się z siebie nie wydarzy się jednak podczas ćwiczeń z zawiązywaniem oczu, zatykaniem uszu, czy obwiązywaniem się tekturą falistą. Tutaj możesz tylko poczuć strach i litość.

Wiecie co może działać lepiej? Być z nimi. Poznać ich.

 „znajdź czas, by odwiedzić prawdziwych niepełnosprawnych, wielu. Poznaj ich zainteresowania i troski związane z dostępnością [do usług] i zapytaj w jaki sposób możesz być ich sprzymierzeńcem w walce o ich prawa.” Tak mówi Nario-Redmond, cytowana przez sciencedaily.com (tłum. moje)

Pamiętam swoje spotkanie z  Katarzyną Rogowiec, polską sportsmenką, która nie ma przedramion i dłoni. Zaprosiłam ją jako gościa specjalnego na otwarcie Majsterni w Koperniku. To jest takie miejsce, gdzie każdy samodzielnie eksperymentuje, po angielsku to się nazywa: „hands-on”. No właśnie: ale Kasia nie ma rąk przecież. Wcześniej wyczytałam na jej blogu, że jako dziewczynka nauczyła się nawlekać igłę, i już wtedy wiedziałam, że jest niezwykła. Nie spodziewałam się jednak, że zacznie ochoczo robić samodzielnie eksperymenty w Majsterni. Tu na tym filmie możecie zobaczyć, jak Kasia świetnie operuje gwoździami. https://www.youtube.com/watch?v=5cmT4tCkGuU


Przemaluj się na chorego


Może gdyby ludzie wiedzieli, jak wyglądają efekty najstraszliwszych chorób, baliby się bardziej ich powrotu, i chętniej szczepiliby dzieci? To nawet logiczny wywód. Zaraz pokażę Wam jakie ma luki. Najpierw jednak ten filmik (ponad 2 miliony wyświetleń)




Poruszający, prawda?

Powód jego stworzenia jest opisany wprost: 50,000 American adults are killed annually by diseases that have vaccines (50 tys. dorosłych Amerykanów ginie rocznie z powodu chorób, na które są szczepionki).

Ruch antyszczepionkowy jest olbrzymim problemem społecznym. Naukowcy, lekarze i działacze społeczni głowią się na całym świecie, jak przekonać ludzi do faktów: szczepionki nie powodują autyzmu. To nie błąd w tekście: fakty nie mówią same za siebie, żeby kogoś przekonały, muszą do niego najpierw dotrzeć.

I te różne sposoby docierania do ludzi zostały też przebadane. Profesor Brendan Nyhan z Dartmouth Colledge i jego zespół składający się z pediatrów i ludzi od nauk politycznych przez trzy lata zajmowali się takim badaniem: przyglądali się postawom prawie 2 tysięcy roziców dzieci w różym wieku, żeby sprawdzić jak różnorodne interwencje promujące szczepienia wpływają na stosunek owych rodziców do szczepionek. Cel był prosty: dowiedzieć się co działa: fakty, emocje czy opowieści.

Jak to zrobili? Każda rodzina dostała wiadomość – jedną z czterech typów wiadomości. Pierwsza to ulotka z Centrum Przeciwdziałania Chorobom, w której były podane twarde fakty: nie ma żadnych dowodów, które pozwalają łączyć szczepionkę na odrę, świnkę, różyczkę i autyzm. Druga to ulotka informująca o zagrożeniach, które powodują te choroby. Trzecia: zdęcia dzieci cierpiących na te choroby. Czwarta: prawdziwa dramatyczna historia dziecka, które niemal umarło z powodu odry, na którą nie zostało zaszczepione.

Rezultaty tego badania są we wszystkich doniesieniach prasowych określane jako dramatyczne, a sam autor badań określił je jako dołujące (moje wolne tłumaczenie oryginalnego: „depressed”).



Pierwsza ulotka (fakty, nauka), która skupiała się na obaleniu związku między szczepionkami i autyzmem – zredukowała nieco mylne wyobrażenia na ten temat. Ale. Nie wpłynęła na wyrażaną przez rodziców wolę dotyczącą szczepienia ich dzieci! A nawet spowodowała w jakiś dziwny sposób, że ci rodzice, którzy wcześniej byli najbardziej negatywnie nastawieni do szczepień jeszcze mocniej okopali się na swoich stanowiskach. Ten dziwny sposób ma już też swoje wyjaśnienie psychologiczne. Nazywa się to „efekt samozapłonu” (moje tłumaczenie ang. „backfire effect”). Wyjaśnia go prawidłowość: im silniejsze masz stanowisko na jakiś temat, im bardziej skrajne, tym bardziej bronisz go, gdy ktoś konfrontuje cię z przeczącymi temu stanowisku faktami. Jeszcze bardziej się zapalasz. Bo niewygodne fakty – czujesz – są wymierzone w ciebie, w twoją tożsamość, w twoją pewność siebie. (Tak na marginesie dodam, że z innych badań wynika też, że aby skutecznie dobić się do kogoś z niewygodnymi mu faktami, trzeba najpierw sprawić by ta osoba poczuła się komfortowo ze sobą. A to niełatwe, jak sądzę. Wpłynąć w minutę na poziom czyjegoś poczucia wartości.)

Ok, ale to już wiadomo od lat: fakty są bezużyteczne w przekonywaniu kogokolwiek. Mnie interesują w tym badaniu dwie ostatnie interwencje: opowiadanie historii i próba wywierania wrażenia poprzez pokazywanie zdjęć. Z tego powodu filmik z makijażem, który pokazałam wam kilka słów wyżej, udostępniłam ochoczo na swoim Facebooku. Uważałam, że te objawy chorób są tak brzydkie, że aż boli patrzeć. I może ktoś, kto boi się szczepionek, zacznie jednak bardziej bać się tych strasznych chorób.

A jednak.

W badaniu Nyhana, obrazki chorych dzieci – zwiększyły (?!) przekonanie, że szczepionki powodują autyzm, dramatyczna historia chorego dziecka – także jakimś cudem zwiększyła (?!) przekonania rodziców o zagrożeniach, związanych ze szczepieniami. 

Wiem, w tym momencie jeszcze raz sięga się do źródła, bo jest to aż tak niewiarygodne. Sięgam i ja. Liczby znajduję. Z 7.7 procent przekonanych o tym, że szczepionki szkodzą, przed badaniem liczba wzrosła do 13.8 procent na koniec badania. Czyżby tu zadziałał jakiś prosty mechanizm myślenia, oparty na redukcji nadmiaru, upraszczaniu komunikatów, wycinaniu szumu, skrót myślowy? Np. taki „: widzę na obrazkach niebezpieczne skutki chorób, którym mogły zapobiec szczepionki >>>> widzę na obrazkach niebezpieczne skutki chorób, którym mogły zapobiec szczepionki”? Nie wiem. Wiem jedno, że staję się coraz bardziej sceptyczna wobec wszelkich działań tzw. marketingu społecznego, zwłaszcza pro-zdrowotnego.



Źródła:
Michelle R. Nario-Redmond, Dobromir Gospodinov, Angela Cobb. Crip for a Day: The Unintended Negative Consequences of Disability Simulations.. Rehabilitation Psychology, 2017; dostęp do strony: 20.04.2017 http://psycnet.apa.org/?&fa=main.doiLanding&doi=10.1037/rep0000127

Hiram College. (2017, April 11). New research shows role-playing disability promotes distress, discomfort and disinterest. ScienceDaily. dostęp do strony: 20.04.2017 www.sciencedaily.com/releases/2017/04/170411151019.htm

Brendan Nyhan, Jason Reifler, Sean Richey, Gary L. Freed. Effective Messages in Vaccine Promotion: A Randomized Trial. Pediatrics. 02.2014; dostęp do strony: 20.04.2017 http://pediatrics.aappublications.org/content/early/2014/02/25/peds.2013-2365


Komentarze

Popularne posty