Dotyk. Skóra i miłość

Fot. dzięki: https://pixabay.com/pl/users/Free-Photos-242387/


Pilota Pirxa czytałam jak horror. Między innymi ze względu na scenę zanurzania w wannie do deprywacji sensorycznej. Miałam rację. Brak dotyku może być torturą.


Dotyk. Ale aktywny

Przykro mi, ale tekst o miłości muszę zacząć od naprawdę nieprzyjemnych spraw. Bo żeby naukowo dowieść, jak ważny jest dotyk, trzeba sprawdzić, jakie skutki daje jego pozbawienie. Dość okrutne.
Obserwacje, owszem, były prowadzone, np. w biednych rumuńskich sierocińcach i na  przepełnionych oddziałach neonatologicznych jakieś 30 lat temu. Prowadzenie eksperymentalnych badań z udziałem ludzi, z oczywistych względów, jest jednak wykluczone. Komisje etyczne pozwalają jednak badać małe szczurki. (Mój stosunek do takich badań jest ambiwalentny - czuję ekscytację poznawczą, gdy czytam o ich wynikach, czuję też smutek empatyczny, gdy wyobrażam sobie ich przebieg).

Małe szczurki oddzielano od matek. Szczurki gorzej rosły. Sprawdzono - wśród innych wskaźników podwyższonego stresu były też niższe poziomy hormonu wzrostu. Można w skrócie powiedzieć: oddzielenie od matki upośledziło wzrost dzieci. 

"Z punktu widzenia rozumienia wpływu stresu na wzrost, najważniejszą właściwością procesu wzrostu jest, co oczywiste, że nie jest on tani." - przypomina Sapolsky (Sapolsky 2011). A w czasie stresu wszystkie drogie przedsięwzięcia organizmu, te które wymagają mobilizacji rezerw, jak właśnie np. budowa kości, zostają zatrzymane. Dramatycznym dowodem na to są przypadki, na szczęście, niezwykle rzadkie, karłowatości psychospołecznej u ludzi. Dzieci doświadczające okrutnego molestowania, są dużo niższe od rówieśników. Eksperymentalnie dowiedziono tej zależności w badaniach właśnie na szczurach.

Zwykłym ludziom to by wystarczyło - oddzielenie od matki = problemy z hormonem wzrostu. Ale naukowcy są dociekliwi. Pytali: dlaczego? Skrajne pozbawienie dotyku jest przecież tylko jednym z wielu możliwych (i obecnych w takiej sytuacji) stresorów. Badacze pytali więc: ale co tak dokładnie w tej matce jest takiego, czego brak szczurkowi małemu? Czy zapach? Czy ciepło? Czy znajome otoczenie? Czy znany zestaw bakterii? (o to ostatnie  akurat nie pytali, ale ja bym zapytała na ich miejscu). Czego brakuje mu najbardziej? Jak uchwycić miłość (?) w takim badaniu.

Sprawdźmy najpierw: obecność matki. A więc uśpijmy matkę i wróćmy jej dziecko. Niestety, u małego szczurka poziomy hormonów wzrostu tylko nieznacznie drgnęły.
Zróbmy inaczej: udajmy, że to my jesteśmy szczurzą mamą - głaskajmy szczurka w sposób, który podpatrzyliśmy u jego mamy. Łatwo powiedzieć, ale jak sprytnie przeprowadzić taką imitację? Doczytałam, że chodziło o lizanie (?) i smyranie po grzbiecie (?) ale bardzo chciałabym to zobaczyć na wideo. Efekt został jednak osiągnięty: Tak! To jest to, hormony wzrostu ruszyły (Hofer 1984, Field 2012).




Dłoń w inkubatorze. 15 minut


To badanie kocham. Nie tylko dlatego, że dzięki niemu dowiedzieliśmy się ważnych rzeczy. Głównie dlatego, że samo w sobie stanowiło już interwencję terapeutyczną. Taki life-hacking w medycynie - poprawmy jeden drobny element, a znacząco poprawi się całość, w tym wypadku całość opieki nad wcześniakami w inkubatorach.

Tiffany Field i inni badacze, rok 1984. Wcześniaki leżą w inkubatorach, są po intensywnej terapii; profesjonalna, medyczna opieka; karmienie z butelki. Zainspirowani wynikami badań na szczurach, naukowcy postanawiają głaskać dzieci (Field 1986).

Nazywa się to dotykowo-kinestetyczna stymulacja i wygląda tak: ciepłe dłonie wsuwa się do inkubatora i kładzie na ciałku dziecka. Głaszcze się je delikatnie po główce, po ramionach, po plecach, po nogach. Potem ćwiczenia: zginanie i prostowanie nóżek. Potem znów głaskanie. Taka sesja przyjemności trwa 15 minut, jest powtarzana 3 razy w ciągu dnia, przez 10 dni.  No i jest też niestety smutna grupa kontrolna: dzieci niegłaskane.

Efekty wydają się dość spektakularne: dzieci głaskane przybierały na wadze dziennie o 47% masy ciała więcej niż dzieci niegłaskane (25g versus 17 g).  Sprawdzano je też na innych skalach, m.in mierzono aktywność i wzorce snu. Dzieci z tej grupy także szybciej o średnio 6 dni wyszły ze szpitala.

Badanie ma pewnie sporo wad. Jedną z nich jest mała liczba dzieci, bo zaledwie 20 w grupie eksperymentalnej i 20 w grupie kontrolnej. Krótki jest też czas samej interwencji i czas, w jakim później monitorowano zdrowie dzieci. Ale, według mnie mocną stroną jest to, że ta procedura pozwoliła ustalić wpływ głaskania/dotykania i kontrolować zakłócanie przez inne czynniki, w tym kontakt z matką, rytm karmienia, reakcje pielęgniarek, etc.

Trochę na marginesie, ciekawi mnie też, że badacze piszą nie tylko o korzyściach zdrowotnych dla dziecka, ale też finansowych dla systemu opieki medycznej - ten argument brzmi dla mnie zawsze trochę asekuracyjnie. Tak jakbyśmy się bali, że korzyści zdrowotne nikogo nie przekonają do wagi odkrycia i do koniecznych kroków praktycznych, potrzeba jeszcze przywołać możliwe oszczędności.


Skóra do skóry 


Ta rewolucja nie zaczęła się od badań. Zaczęła się od doświadczenia bezsilności. Na oddziale neonatologii szpitala Instituto Materno Infantil w Bogocie śmiertelność wśród wcześniaków sięgała 70%. Był rok 1978. Za mało inkubatorów, za mało personelu. Za dużo biedy.

Kangaroo Mother Care (KMC) czyli metoda kangurowania narodziła się w głowie pediatry Edgara Rey'a. Szukając rozwiązań w tak dramatycznej sytuacji, trafił przypadkiem na artykuł naukowy na temat fizjologii kangurów. Małe, gdy wpełzają do torby swojej mamy, są łyse, wielkości orzeszka ziemnego i bardzo niedojrzałe - dużo podobieństw do ludzkiego wcześniaka (poza orzeszkiem). Odważono się zastosować kangurowanie u ludzi. Polega to na trzymaniu noworodka przez mamę non-stop przy swoim ciele, skóra do skóry. Mama staje się inkubatorem, który daje ciepło, łatwy dostęp do jedzenia, oraz, jak się okazało już lata później, zapewnia np. kontakt z właściwymi bakteriami. 

Pierwsze efekty były równie spektakularne jak przy głaskaniu. Znaczne zmniejszenie śmiertelności dzieci w szpitalu w Bogocie, wyniku m.in. zmniejszenia liczby infekcji.
Niezwykłe dla mnie jest rozprzestrzenianie się tej metody na świecie. Szybko i z sukcesem przejęło ją wiele krajów rozwijających się, ale świat tak zwany zachodni zachował dystans. Dlaczego? Być może chodzi o stereotyp "pomysłu zrodzonego z biedy"? Na szczęście wraz z upływem czasu metoda została doceniona także przez wiele ośrodków medycznych w naszej części świata. W Polsce są szpitale, gdzie kanguruje się wcześniaki, a w Szwecji są już próby kangurowania dzieci urodzonych nawet tak wcześnie, jak w 25 tygodniu. Wielkie rzeczniczki kangurowania, lekarki i badaczki z Bogoty Charpak and Villegas cały czas jednak walczą o uznanie dla  KMC na świecie.  “To nie jest [jedynie] tańsza alternatywa. To nie jest coś, co powinno się robić tylko w biedniejszych krajach" - mówi Charpak - "to jest właściwa opieka neonatologiczna, której zalety są już klinicznie dowiedzione".

Co wiemy? Cytując Susan Ludington (za reportażem w mosaicscience, ale z poparciem w badaniach cytowanych poniżej), która zajęła się badaniem tej metody w USA, “wiemy, że najlepsza ochrona dla dziecka przed infekcją to kolonizacja przez bakterie mamy. Wiemy, że najlepsza rzecz dla rozwoju mózgu dziecka to kontakt skóra do skóry, najlepszy sposób na utrzymanie takich poziomów cukru we krwi, aby zapobiec hiperglikemii to skóra do skóry. (...)" Poczytać więcej i dokładniej można w badaniach (Ludington 2011). Gdy się wgryzam w te analizy, mogę dopowiedzieć i uściślić pewne rzeczy. Np. zapach piersi mamy, który przypomina zapach znany dziecku z pobytu w macicy, wywołuje wydzielanie oksytocyny, która m.in. wpływa kojąco (uspokaja  rytm serca i oddech). U kangurowanych wcześniaków rzeczywiście zanotowano też szybszy o ok 2 tygodnie rozwój mózgu niż u tych, które nie były kangurowane, przyczyną tego była znacząca poprawa długości i jakości snu - dzieci po ułożeniu w pozycji KMC natychmiast zasypiają i śpią bardzo długo. 

Jednak nie znam badań, które mówią o długotrwałych efektach w rozwoju mózgu, może poza tymi:
Charpak po latach pracy, zrobiła w końcu to, co mało który badacz będzie miał szansę zrobić w swoim życiu: sprawdziła, jak się mają kangurowane wcześniaki po 20 latach. 441 dorosłych "kangurków" przeszło badania neuroobrazowania, w tym testy MRI, badania krwi, testy psychologiczne (depresja, agresja, niepokój itp)., ocenę fizyczną. Dla porównania grupa kontrolna. Wyniki? "Kangurki" jako dorośli są mniej nadpobudliwe, mniej antyspołeczne i nawet zarabiają więcej!*(Charpak 2016).


Niedobór dotykania szkodzi. Chciałoby się powiedzieć: dotykajmy się więcej. Niestety, to nie takie proste. Nie znam (jeszcze) badań nad tym, czy nadmiar dotyku szkodzi. Ale wiem, że nasza interpretacja dotyku może modulować doznania zmysłowe. Jeśli nie chcę, by mnie dotykano, dotyk odbiorę jako przemoc.






*Nie mogę się oprzeć skojarzeniom z pianką Marshmallow. Zakładam, że większość z Was coś słyszała o tym teście, bo stał się - nie bez pewnych zniekształceń - częścią popkultury. W skrócie: przedszkolaki dostawały wyzwanie by oprzeć się zjedzeniu jednego słodycza wraz z obietnicą otrzymania dwóch po pewnym czasie. Jednak do sukcesu badań Mischella nie przyczynił się sam test - ale jego tzw. follow-up: porównanie dziecięcych strategii z ich powodzeniem w życiu już jako dorosłych. Okazało się, że umiejętność odroczenia gratyfikacji w dzieciństwie pozwala przewidzieć, czy dana osoba będzie wiodła szczęśliwe życie. Jest to znów olbrzymi skrót, osobom dociekliwym polecam lekturę całej książki Mischella pt. The Marshmallow Test: Mastering Self-Control.



Źródła

ARTYKUŁY NAUKOWE:

Hofer M. Relationships as regulators. Psychosomatic Medicine, 46, s. 183 (1984)

Tiffany M. Field Relationships as regulators. Scientific Research, vol. 3 (2012)

Tiffany M. Field & co. Tactile/Kinesthetic Stimulation Effects on Preterm Neonates. Pediatrics May, VOLUME 77 / ISSUE 5 (1986)

Susan Ludington Thirty Years of Kangaroo Care Science and Practice. Neonatal Network, Sep-Oct;30(5):357-62 (2011)

Susan Ludington Evidence-Based Review of Physiologic Effects of Kangaroo Care. Current Women’s Health Reviews, Vol. 7, No. 3 5 (o oksytocynie w podrozdziale: How do Infants Tolerate KC?) (2011)

Nathalie Charpak & co. Twenty-year Follow-up of Kangaroo Mother Care Versus Traditional Care. Pediatrics December (2016)

KSIĄŻKI I ŹRÓDŁA POPULARNONAUKOWE:

Robert M. Sapolsky. Dlaczego zebry nie mają wrzodów. Psychofizjologia stresu (2011)

Lena Corner. Kangaroo care – why keeping baby close is better for everyone. mosaicscience.com (2017)

Komentarze

Popularne posty