Skóra. Płaszczyzna porozumienia

Fot. dzięki: https://pixabay.com/pl/users/mohamed1982eg-5229782/


"Skóra oddziela mnie od świata, jest taką barierą, która mnie chroni i która pokazuje: tu się kończę, dalej jest obce." Można patrzeć na to i tak. Ja patrzę inaczej - skóra w fascynujący sposób pośredniczy w dialogu między mną i światem. A jak wiele zależy od jakości tego dialogu, dowiedziałam się dopiero niedawno.

Skóra społeczna

 "Gruboskórni" to inaczej ci, którzy nie okazują przyjaznych uczuć, ale też ci, którzy nie dopuszczają uczuć do siebie. Mają większą barierę. Inni - przeciwnie: "poczułem się dotknięty" czy "łatwo go dotknąć". Gdy mówię: "przeszła mnie gęsia skórka" mam na myśli nie tylko zmienioną chwilowo fakturę skóry w wyniku podniesienia się włosków, ale też metaforycznie - przejęcie emocjonalne, przestrach. Wrażenia dotykowe budują jeszcze więcej naszych metafor. "Ciepły" czy "zimny" człowiek. Ktoś jest "szorstki".  Ktoś inny "do rany przyłóż". A każdy z nas "ma swój czuły punkt".  Od lat podziwiam piękno języka polskiego i spryt słowotwórczy naszych przodków. Ale teraz wkrada się czujność - bo te słowa znaczą więcej, niż mogło mi się wydawać.

Solomon Asch był ciekaw, czy istnieją jakieś "szybkie ścieżki" oceniania innych ludzi. Czy używamy jakichś "wytrychów" do tego. A jeśli tak, to co może być takimi wytrychami. Jego trop prowadził do słów "ciepły" i "zimny". Zaprojektował, dziś już klasyczny, eksperyment (Asch, 1946). Badani słuchali listy słów, uprzedzeni, że opisują one pewną anonimową osobę. Byli proszeni, by na ich podstawie spróbowali wyrobić sobie opinię o tej osobie i by spisali ją w kilku zdaniach. Listę przymiotników podaję w oryginale: intelligent - skillful - industrious - cold - determined - practical - cautious. Tę listę usłyszała połowa badanych. Druga połowa - niemal identyczną, z drobną jak się zdawało różnicą: słowo cold zastąpiono słowem warm.
Ta niewielka różnica - jedno słowo - zmieniła znacząco ocenę badanych.
Zgadnijcie, w której grupie - "ciepłej" czy "zimnej" - pojawiły się następujące opisy przedstawionej osoby (w moim wolnym tłumaczeniu) (podpowiedź: zadanie jest łatwe:):
"naukowiec, który prowadzi doświadczenia, zdeterminowany by wytrwać nawet po wielu nieudanych próbach"
"kalkulujący i niesympatyczny"
"uczciwy w sporze, chce by inni dostrzegli jego punkt widzenia"
"chce, by zawsze wyszło <na jego>"
Łatwe, prawda? :)



Kawa, byle ciepła


A co jeśli pójść jeszcze dalej? Zamiast podsuwać słowa "ciepły"/"zimny", można podsunąć ludziom doświadczenie ciepłego/zimnego dotyku. Sprawdzić, jak głęboko biologiczne są korzenie tych metafor. Zrobili to ludzie z Uniwersytetu w Yale: Lawrence Williams i John Bargh (Williams, Bargh 2008).
Przed wyznaczonym eksperymentem, w czasie krótkiej jazdy windą, badani "przypadkowo" proszeni byli o potrzymanie kubka z gorącą lub mrożoną kawą. Nikt nie był świadom, że ta prośba jest istotną częścią badania. Tak przygotowani mieli oceniać obcą sobie osobę w teście identycznym, jak ten pierwotnie zaprojektowany przez Ascha, tj na podstawie zestawu słów. I znów- różnice. Badani, którzy trzymali ciepły kubek oceniają opisaną osobę jako "cieplejszą", tj. bardziej przyjacielską, godną zaufania, ludzką, w przeciwieństwie do badanych, którzy przez chwilę potrzymali zimny kubek. 
Łał! Tu trzeba się zatrzymać na głębszy oddech. Dla mnie to jest aż niewiarygodne, żeby tak przelotne, nieuświadamiane doświadczenie zmysłowe, tak mocno mogło zniekształcić postrzeganie świata, nawet jeśli tylko na krótką chwilę. To badanie sprawia, że staję się jeszcze bardziej podejrzliwa wobec siebie samej, że sobie samej nie mogę już ufać. No bo skoro wystarczy zwykły kubek...

Dlaczego temperatura jest tak silnym bodźcem? Prawdopodobnie korzenie tego tkwią w początkach życia każdego z nas. Doświadczenie ciepła to matka. Oznacza dla nas bliskość, bezpieczeństwo. A dla naszej orientacji (i przetrwania) w świecie decyzja, co jest bezpieczne jest kluczowa. Znacie to? Gdy przygrzeje słońce, rozluźniamy się i uśmiechamy. Gdy siedzimy przy kominku zimą, rozluźniamy się i nalewamy więcej wina do kieliszka. I nie musimy tego analizować: jest mi ciepło - aha, mogę dać mięśniom sygnał by się rozluźniły. Ta reakcja jest mimowolna. Musi taka być. Bo decyzje oparte na ocenie bezpieczeństwa sytuacji muszą być szybkie i bezbłędne (a czy są bezbłędne - to temat na osobny post).
Być może właśnie to podstawowe niemowlęce doświadczenie staje się taką matrycą, według której modelujemy ocenę innych ludzi. Sugerowałyby to wyniki jeszcze innych badań, które pokazują pokrywanie się aktywności w mózgu dla doznania ciepła fizycznego i "ciepła" psychologicznego - w obu przypadkach aktywny jest obszar wyspy (Insel, Young 2001).

Jeśli skóra jest barierą, dotyk jest dialogiem


Jeśli kochacie oglądać mecze koszykówki, to moglibyście być sędziami w tej procedurze. Mnie wydaje się to pracą katorżniczą. Trzeba było nagrać na wideo transmisje z meczów trzydziestu zespołów (294 graczy) NBA z pierwszych dwóch miesięcy sezonu 2008/2009. A potem klatka po klatce poddać je kodowaniu i przeanalizować. Czy to, jak często gracze jakiejś drużyny dotykają się wzajemnie podczas gry wpływa na wynik meczu? Tak śmiałe było pytanie badawcze (Kraus 2010).

Notowano więc tak zwane dotykanie świętujące czy też dotykanie celebrujące (ugh. trudno mi to przetłumaczyć z oryginalnego: "celebratory touching"), manifestujące się poprzez przybijanie piątek, uderzanie po barkach, przybijanie obu dłoni z wyskokiem i tym podobne - zachowania, które następowały po udanym rzucie zawodnika. Jednocześnie notowano zachowania wskazujące na współpracę między graczami. Oraz - z oficjalnej strony NBA - ściągano statystyki dotyczące gry, które pozwoliły ocenić sukces drużyn i poszczególnych zawodników.

Rezultaty były czytelne. Im więcej "świętującego dotykania" w drużynie na początku sezonu, tym lepsze wyniki zarówno drużyny, jak i zawodników na koniec sezonu. Te rezultaty utrzymały się nawet przy wykluczeniu innych przyczyn: zawodnik jest po prostu dobry i ma więcej okazji do radości z rzutu? drużyna była typowana na zwycięską i jej optymistyczne nastawienie wpłynęło na lepszy wynik? Kontrola wszystkich tych okoliczności nie zaburzyła ogólnego wniosku: im więcej dotyków, tym lepszy wynik.

Prawdopodobne wytłumaczenie? Wymiana dotyków w grupie - co wiadomo na podstawie badań innych naczelnych poza nami - zwiększa poziom współpracy. Współpraca w sportach zawodowych jak NBA pomaga wygrywać. Dotyk, jak każda forma dialogu, buduje porozumienie.




Źródła

ARTYKUŁY NAUKOWE:

S. E. Asch Forming impressions of personality. Journal of Abnormal and Social Psychology 41 (1946)

Lawrence E. Williams, John A. Bargh. Experiencing Physical Warmth Promotes Interpersonal Warmth. Science 24 (2008)

Thomas R. Insel and Larry J. Young. The neurobiology of attachment. Nature Reviews Neuroscience 2, 129–136 (2001)

Kraus, M. W., Huang, C., & Keltner, D.  Tactile communication, cooperation, and performance: An ethological study of the NBA. Emotion, 10(5), 745-749 (2010)

KSIĄŻKI POPULARNONAUKOWE:

David J. Linden. Touch. The Science of the Sense that Makes Us Human (2015)

Komentarze

Popularne posty